Notice: Trying to access array offset on value of type bool in /home/platne/serwer21160/public_html/ewacetera/wp-content/themes/celeste/single.php on line 33

Historie PorodowePoród naturalnyCudowny poród Lilianny (vba2c)

Stawiam się w szpitalu w dniu terminu

tj. 5 grudnia z uwagi na daleką odległość (100 km – 1,5h jazdy), a także dlatego, iż jest to jedyny termin, tylko z usg, i niewiadomo, czy był dokładnie obliczony. W szpitalu na przyjęciu personel sympatyczny, zbadano mnie – szyjka miękka, acz zamknięta, oraz zrobiono usg – dziecko waga 3500 główka 32 cm – dobra waga można próbować. Na obchodzie ordynator mówi, że muszę uzbroić się w cierpliwość i czekać aż się rozkręcę, jako że po dwóch cc nie mogą silnie indukować.

Rozsądne podejście,

pomyślałam, a potem zaczęło się czekanie. W międzyczasie miałam skurcze, ale były to tylko przepowiadacze, nie robiły nic konkretnego z moją szyjką. Czekałam i czekałam.. miałam dołki, z których na szczęście bliscy szybko mnie wyciągali, miałam też wsparcie w mojej douli , która powtarzała, że to dla mojego dobra. Ciężko było mi tak czekać, gdy inne dziewczyny z sali rodziły, a ja dalej leżałam, ciężko mi było bez moich dzieci, ale musiałam myśleć o tym trzecim w brzuchu i chciałam jej dać najlepszy start w życie. To była moja ostatnia szansa na poród naturalny. I nie mogłam się już wycofać.

Tak mijały dni,

minął tydzień od terminu, minęło 10 dni. Cały czas miałam skurcze przepowiadające, bolesne, brzuszne, ładnie się pisały na KTG i tylko tyle.. lub aż tyle. W środę natomiast zmieniły się. Przeszły na krzyż i zaczęły doskwierać mocniej. Z każdym dniem czułam je intensywniej, jednak w piątek, 16 grudnia, badanie nadal nie pokazywało rozwarcia, a bez niego nie można było zrobić preindukcji cewnikiem foleya.
Wszystko zmieniło się piątek wieczorem, gdy odszedł mi czop.

Skurcze krzyżowe przybrały na sile,

przeszłam więc na drugą stronę ,na salę porodową, a tam po badaniu wyszło rozwarcie na 2,5 palca (5cm)! Ooo jaka radość – uniknęliśmy balonika  Skurcze były jeszcze znośne, więc chodziłam z nimi po korytarzu. Gdy zrobiły się bardziej intensywne, zadzwoniłam po doulę. Resztę nocy spędziłam to na piłce, to na łóżku to na stojąco. Próbowałam wszelkich pozycji, lecz niestety noc minęła, a rano ordynator zbadawszy mnie oświadczył, że rozwarcie nie zwiększyło się, i jako że jestem umęczona po nocy powinnam odpocząć i się posilić. Dzięki Bogu za tę decyzję. Bałam się że będą próbować oxy.

AKT GŁÓWNY – sobota 17 grudnia

Po całym piątku skurczy i dalej po całej sobocie, sobocie wypełnionej wielkim dołkiem i zrezygnowaniem, przyszedł wieczór. Jak zwykle wieczorem skurcze nasilały się, ale nauczona doświadczeniem poprzedniej nocy, położyłam się po prostu spać. Przyszedł jeden skurcz, i za chwilę przyszedł drugi. Nagle usłyszałam to charakterystyczne „pyk” i polało mi się na spodnie od piżamy. Ciepło i dużo tego było. Od razu zrozumiałam, że to wody, i że to już to ta noc i nie ma już odwrotu .
Ściskając uda poszłam na drugą stronę i zawiadomiłam położne. Nienajlepsza to była zmiana, ale nastawiłam się na współpracę nie na walkę. Czułam, że tak będzie mi lżej. Niepotrzebne mi były dodatkowe stresy, gdy mnie bolało .

To była godzina 23.00.

Niedługo potem lewatywa i o północy KTG. Skurcze średnio bolesne, na KTG 30-40. Po KTG o 00.30 poszłam pod prysznic, a w międzyczasie zadzwoniłam po Magdę – moją doulę. Pod prysznicem skurcze nasiliły się, gdy z niego wyszłam Magda już była. Położna dała piłkę i tak siedziałam na niej do godz. 01.50. Skurcze zrobiły się nieznośne, zaczęłam się bać, ale nie bólu, tylko porażki. Powiedziałam Madzi, że jak powtórzy się sytuacja z piątku, to nie chcę indukcji, będę chciała cesarke.
Po wizycie w toalecie o 2.00 znowu KTG (co 2h zapis) i położna zaczęła mnie badać. ” 3 palce!” – mówi ucieszona, – „idzie pani Ewelino idzie.” Ja szybkie spojrzenie na Magdę,

uśmiech i nowe siły przyszły .

Była godz. 2.30 jak skończyło się KTG i położna mnie zbadała, a tu 3,5 palca (7cm). Mówię do Magdy – dzwoń do męża niech przyjeżdża.
Od tej pory leżałam już na łóżku porodowym, raz na jednym raz na drugim boku, skurcze były masakryczne. Pamiętam, jak mówiłam w bólu „nieee nieee chcee” a Magda „chcesz chcesz”. Miała rację. Chciałam tego tak bardzo, że nawet wtedy w bólach nie myślałam, żeby się poddać. Byłam tak blisko przecież.
Gdzieś w międzyczasie pojawił się przy nas lekarz, młody pan doktor sympatyczny i po jego badaniu nagle się zrobiło 4 palce. W ciągu kilku minut, po paru skurczach słyszę „mała dłoń” (4,5 palców 9 cm). Położna nie dowierza, ale się cieszy, doktor też obudził się od razu.

Godzina 2.45 pełne rozwarcie,

czuję jak puszcza pęcherz moczowy. Położna woła „ooo matko rodzi się”. Słyszę „przynieście zestaw”. Obniżają łóżko i zaczyna się drugi okres porodu. Ściskam Magdy rękę i zaczynam czuć parcie. Położna zezwala więc prę. Najpierw się drę, krzyczę, ale to nie działa. Położna mówi „nabierz powietrze jak do nurkowania i trzymaj i próbuj wypchnąć jakbyś kupę miała zrobić”. To działa. Po kilku parciach słyszę, że idzie główka. Pytam czy mogę dotknąć, dotykam a tu włosy . Nowe siły przyszły… przemy dalej. Słyszę, że krocze trzyma. „Trzeba naciąć”. Nacinają, nie czuję tego boleśnie. Słyszę „aha bo z ręką idzie” i za chwilę na ostatnim skurczu udaje mi się ją wypchnąć.

Lilianna rodzi się o godz. 3.10,

4 godziny od odejścia wód, na moich własnych skurczach, 3700g i 58 cm. Główka 33 cm.

Kładą mi ją na brzuchu a mnie zalewa fala euforii. Zaczynam płakać. Mówię „Boże udało się.. nie wierzę”. Udało się.  „Cześć Lileczko, udało się wiesz?” Czuję spełnienieLilka leży na brzuchu i tulimy się, podczas gdy ja rodzę łożysko. Potem biorą ją na ważenie, a mnie szyją pod narkozą. Gdy już skończyli, dali mi ją z powrotem i zaczęłyśmy cycać. W międzyczasie dociera mąż, ja znowu płaczęPotem już na położniczym odwiedzają mnie położna i lekarz i składają gratulacje. „Warto było czekać co?” pytają – oj warto!

Na powodzenie mojego porodu wpływ miało wiele czynników ale jeśli mogę wam, rodzącym po cesarce, coś doradzić to jedno.. zdajcie się na naturę. Ona wie co robi. I miejcie cierpliwość. To klucz do sukcesu.Życzę wam pięknych porodów, takich jak mój.

Szczególne podziękowania należą się mojej douli za nieocenione wsparcie, bez niej nie dałabym rady, personelowi szpitala za danie mi szansy na naturalny poród. I Liliannie mojej córeczce, która pięknie się wstawiała i urodziła się właśnie tak, jak sobie to wymarzyłam ♥. 

Ewelina

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ewa Cetera logo

Odwiedź mnie na:

Ewa Cetera ikona

Odwiedź mnie na:

Copyright by Ewa Cetera. Wszelkie prawa zastrzeżone.