Notice: Trying to access array offset on value of type bool in /home/platne/serwer21160/public_html/ewacetera/wp-content/themes/celeste/single.php on line 33

Historie PorodowePoród domowyDomowe narodziny Rozalki

Rozalia jest już z nami od 18 października.

Przyszła na świat w naszym mieszkaniu, a dokładnie w… łazience (chociaż nie w wannie, tak jak się spodziewałam). Pierwszym światłem, które powitało ją po drugiej stronie brzuszka był płomień świecy Dobry Poród 🙂 Dla mnie to był kolejny szybki poród (aczkolwiek dużo bardziej wymagający niżeli przy starszej córce Klarze). Od odejścia wód płodowych do pierwszego samodzielnego oddechu Rozalii minęły zaledwie niecałe cztery godziny. Oczywiście akcja rozpoczęła się w środku nocy (i nic nie zapowiadało porodu ani tego dnia, ani żadnego poprzedniego), więc los chciał żebyśmy witali kolejnego członka w naszej rodzinie gromadnie 😉 Klara zamiast przerazić się tym co dzieje się z mamusią (czego bardzo się obawiałam i właśnie dlatego chciałam, żeby ten czas spędziła z moimi rodzicami) skarżyła się do taty, że matula przeszkadza jej spać ;).

Nasz pies początkowo nadaktywny

(chciałam go mordować kiedy przychodził skurcz, a on przynosił mi sznur do szarpania ;)) ostatecznie przespał najbardziej ekscytujące momenty w sypialni – nie słyszał nawet kiedy pojawiły się położne. Mój mąż stanął na wysokości zadania i potrafił zapewnić poczucie komfortu Klarze, i jednocześnie uśmierzać mój ból podczas bardzo intensywnych skurczów. Biegał ciągle między salonem/łazienką, gdzie byłam ja, i sypialnią, gdzie próbował usypiać/ nie stresować Klary. Podczas częstych i baaardzo mocnych skurczów pomagały mi masaże, wieszanie się na szyi męża, kołysanie biodrami oraz gorący prysznic.

Położne przyjechały z początkiem skurczy partych.

Dobrze, bo długo cieszyliśmy się pełną intymnością, niedobrze, bo mąż obawiał się, że nie zdążą na czas;). Co ciekawe mój organizm od samego początku nie akceptował żadnej pozycji w zgięciu, więc 4h akcji porodowej spędziłam na nogach. Urodziłam Rozalię całkowicie wyprostowana rozciągnięta między grzejnikiem łazienkowym, a kabiną prysznicową ( prosto na dywanik Ikea ;)). Michał zostawił Klarę (na moment), kiedy pojawiła się główka i był z nami w tym najważniejszym momencie (bez niego chyba nie dałabym rady, wtuliłam się w niego i jednocześnie się na nim zawiesiłam co bardzo mi w tym kulminacyjnym momencie pomogło), natomiast zaraz potem zawołaliśmy starszą siostrę i chyba to był

najcudowniejszy moment porodu.

Radosna i spontaniczna reakcja Klary, na to że siostrzyczka wreszcie jest z nami :). Dalej też wszystko jak chcieliśmy: obcięcie pępowiny przez Michała dopiero po całkowitym odpępnieniu i urodzeniu łożyska. W tym czasie Rozalia po raz pierwszy samodzielnie zassała pierś i raczyła się trochę jedną, a trochę drugą. Wszyscy razem leżeliśmy na naszym łóżku w sypialni.
Po ponad dwóch godzinach położne zbadały dziecko, a ja byłam pod szybkim prysznicem, po czym wszyscy zalegliśmy i spaliśmy dobrych kilka godzin. Po przebudzeniu stwierdziliśmy, że Klara zostanie z nami w domu tego dnia, żebyśmy mogli nacieszyć się sobą 🙂 Wszystko jakoś łatwiej i naturalniej niż w szpitalu…
Świecę zapalaliśmy sobie wieczorami wokół terminu, a poród był tak sprawny, że od narodzin Rozalki zapalam ją nadal na jakiś czas każdego wieczoru :).
Aneta

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ewa Cetera logo

Odwiedź mnie na:

Ewa Cetera ikona

Odwiedź mnie na:

Copyright by Ewa Cetera. Wszelkie prawa zastrzeżone.