Notice: Trying to access array offset on value of type bool in /home/platne/serwer21160/public_html/ewacetera/wp-content/themes/celeste/single.php on line 33

Historie PorodowePoród naturalnySzybki numerek Aleksandry

Od początku wszyscy mnie straszyli, że będzie szybko: i ginekolog i położna, w końcu pierwsze dziecko rodziłam półtorej godziny.
Jak tylko miały zacząć się regularne skurcze, miałam jechać do szpitala. Szczególnie, że szyjka już dwa miesiące przed porodem zaczęła się niebezpiecznie i za szybko skracać.

Dobra, niech tak będzie.

Fałszywe alarmy były dwa. Raz miałam skurcze co siedem minut, za drugim razem od razu co trzy-cztery minuty z odejściem krwistego czopa.
Pierwszy raz skurcze przeszły już na izbie przyjęć, za drugim razem już mnie zostawili, skurcze trwały cała noc i szyjki nie ruszyły ani trochę – cały czas była skrócona niemal zupełnie, ale małe rozwarcie.
Wypuścili mnie następnego dnia (była niedziela). Od tego czasu już mieszkała u nas w razie czego teściowa, bo zawożąc starszego syna do teściów, stracilibyśmy zbyt dużo czasu na dojazd do nich, i potem do szpitala, poza tym biednego teścia już dwa razy ściągaliśmy z łóżka w ciemną noc ;).
W środę rano znów zaczęły się skurcze, ale takie raczej mizerne. Wzięłam prysznic, dwie nospy. Która to była? Może po 9, 10?
Nie przeszło, ale też gorzej nie było.

Stwierdziłam, że pójdę spać.

Hmm, no ale jednak spać nie mogłam.
Pamiętając obietnicę daną ginekologowi, stwierdziłam, że chyba trzeba jednak ściągnąć małżonka z pracy, na wszelki wypadek. Co prawda, nie wierzyłam, że to już, teraz, ale, ” żeby nie było”. Po tych alarmach przestałam już wierzyć, że kiedyś urodzę, a na izbie przyjęć już mnie chyba znali 
Przyjechał i chciał mnie od razu zawozić na izbę przyjęć, ale jeszcze musiałam po raz piaty wziąć prysznic, etc…
Jechaliśmy przez piękne wrocławskie ulice.

I kocie łby. Ała!

Już wtedy zaczęło boleć, więc coby mi było lepiej, to trochę się podarłam. Skurcze cały czas były od samego początku co 2-5 minut. Jak dojechaliśmy do szpitala (po około 15 minutach), małżonek mnie wydobył z auta i sobie poszliśmy.
Wchodzę i widzę jakąś znajomą twarz pomykającą chyżo po schodach, skąd ja ją znam? Myślę sobie, może się przywitam.. Ej, nie przecież chyba rodzę! A możne jednak? Przecież jeszcze tyyyle będę rodzić. Jednak nie.

Zajmę się tym rodzeniem.

Stanęłam w połowie korytarza, bo nagle skończyły się przerwy miedzy skurczami i nie dałam rady dalej się poruszyć. Poleciało ciepło po nogach. Powiadomiłam męża, że się nie ruszam nigdzie, i jak chce, żebym gdzieś poszła to musi jakoś to załatwić. Pobiegł po wózek, a ja na wózek wsiąść nie mogłam ;). W końcu sobie klęknęłam i zawiózł mnie.

Na izbie przyjęć prawie siłą mnie zmusili do położenia się celem zbadania rozwarcia (w płaszczu byłam jeszcze). Pani doktor powiedziała, żebym chwilę wytrzymała, bo zaraz będę mogła już przeć.

Że co? Rozwarcie niby?

Tak szybko? Jak półtoradniowe skurcze nic nie zrobiły, to takie skurczyki dwugodzinne zrobiły pełne rozwarcie ?
Na łóżku zostałam przewieziona do sali porodowej, a przy tym wiele razy tym łóżkiem wożący uderzali w ściany i drzwi, co było dla mnie niezwykle zabawne, bo jak tak można postępować z rodzącą przecie? Ale chyba wszyscy nieco zestresowani byli.
Moment wcześniej zajarzyłam, że przecież nie mogę być w pozycji lezącej.

Ostatkiem sił się spionizowałam.

Już na górze, na dwóch partych skurczach, urodziła się Ola. Taka umazana, z bardzo niezadowoloną miną, że musiała się urodzić .
Szacowane 3100 gramów okazało się 3590 gramami, 54 cm, ona pulchniutka . Od razu ją dostałam, w ciągu 10 minut dossała się, i tak sobie leżałyśmy.
Małżonek nie stracił zimnej krwi, mimo, ze położna – praktykantka poszła się przewietrzyć, bo prawie zemdlała ;).
Zapytałam położną, ile czasu minęło, odkąd mnie przywieźli, bo wydawało mi się, że nie więcej niż 10 minut. A ona stwierdziła, że raczej 5 :).
Potem mnie szyli pół godziny, mimo tego, ze pęknięcie nieduże, pierwszego stopnia, co było raczej mało przyjemne.
Mała cały czas u mnie, potem poszła do tatusia, któremu kazałam się rozebrać do pasa, w końcu te same bakterie. Niech sobie też facet potrzyma, w końcu się trochę namęczył przy tworzeniu ;).

I tak oto jest z nami, niepłacząca, uśmiechająca się, spokojna dziewczynka co w nocy sypia 10 godzin z przerwami tylko na jedzonko :).
Jakby była od zawsze.

Joanna

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ewa Cetera logo

Odwiedź mnie na:

Ewa Cetera ikona

Odwiedź mnie na:

Copyright by Ewa Cetera. Wszelkie prawa zastrzeżone.