https://ewacetera.pl/wp-content/uploads/2017/06/pregnancy-1580864_1920.jpg

Byłam już jakiś czas po terminie. To był upalny czerwiec, końcówka roku akademickiego, szybkie zaliczenia, żeby zdążyć przed porodem, zatłoczona i zakurzona Warszawa.
Miałam rodzić w domu. Chciałam tak od zawsze, jeszcze na długo przed pomyśleniem o ciąży. I wszystko zmierzało w tym kierunku, odpowiednia położna, doula, wsparcie najbliższych i dobre doświadczenia znanych mi kobiet. Pech chciał, że następnego dnia po umówieniu się z położną trafiłam do szpitala z odmiedniczkowym zapaleniem nerek. Domowo zostałam więc zdyskwalifikowana, a ponieważ do swojej położnej miałam ogromne zaufanie, nie szukałam innej, bardziej “elastycznej” względem przeciwwskazań. Miałam także szczęśliwą alternatywę w postaci Domu Narodzin,

przyjęłam więc, to co się wydarzyło i czekałam.

Jednak czekanie przedłużało się i powoli zaczynałam godzić się z myślą o porodzie na bloku porodowym. To był środowy wieczór. Zmęczona po kolejnym kontrolnym ktg położyłam się spać właściwie późnym popołudniem. O 22 obudził mnie intensywny ból brzucha. Napisałam do mojej douli i poszłam dalej spać. Równo o 3 w nocy obudziły mnie skurcze. Były regularne co 10 minut i długie, ale pozwalały na sen między nimi. Spałam więc budząc się co 10 minut by przeżyć skurcz i z powrotem zasypiałam.  Trwało to mniej więcej do 5-6 rano, kiedy nie mogłam już spać, poza tym potrzebowałam trochę ruchu, choć skurcze nie zmieniały siły ani częstotliwości, to było miarowe i jednostajne constans.
Był to dzień Bożego Ciała. Zaczęłam smażyć naleśniki z truskawkami, zjadłam może jednego bo zupełnie nie czułam ochoty na jedzenie, ale wiedziałam, że powinnam teraz, zanim się rozkręci na tyle, że trzeba będzie jechać i już być może nie będę mogła zjeść. Czytałam między skurczami dwie książki, “Poród aktywny” Janet Balaskas oraz “Duchowe położnictwo” Iny May Gaskin. Te wszystkie historie porodowe kobiet pomagały mi, sprawiały, że czułam wspólnotę z tymi rodzącymi dawno temu i z tymi wszystkimi rodzącymi obecnie, z tymi które będą rodzić, i z moimi kolejnymi porodami, których jeszcze nie było. Pamiętam, że ze wzruszenia zaczęłam płakać, to było takie cudowne uczucie.

A jaśmin pachniał i wszystkie ptaki za oknem śpiewały.

W pewnym momencie obudził się A. Rozmawialiśmy między skurczami i czekaliśmy co będzie dalej. Postanowiłam jeszcze na jakiś czas się położyć. tak mijały kolejne godziny. W pewnym momencie, to było chyba koło godziny 16-17, skurcze zaczęły się zagęszczać. Były teraz co 5-7 minut i trwały mocno ponad minutę. Zadzwoniliśmy po naszą doulę, która miała przyjechać najpierw do nas i stamtąd razem do Domu Narodzin. Przyjechała, pamiętam jaka była rozpromieniona, gdy tylko weszła do naszego mieszkania czuło się jej spokój i radość. Pobyliśmy chwilę w domu, ale ponieważ było już po 18 a skurcze robiły się coraz częstsze, ruszyliśmy.

W samochodzie słuchaliśmy muzyki i jechaliśmy szybko opuszczonymi ulicami. Miałam skurcze naprawdę co chwilę. Byłam pełna energii i radosna. Gdy dojechaliśmy na pustą izbę przyjęć, okazało się, że mam zaledwie 1,5 cm rozwarcia. Trochę mnie to zdziwiło, ale po zrobieniu ktg przyjęto mnie na oddział. Było tuż po 19 a może koło 20, rozpoczynał się zmierzch a J. zapaliła świeczki. Weszłam do wanny bo po intensywnym, upalnym dniu potrzebowałam dotyku wody, było w niej cudownie, słuchaliśmy muzyki. Kiedy nadchodził skurcz, woda w wannie zaczynała falować, by po chwili znów się uspokoić, razem z ciałem, kiedy przechodził skurcz. Skurcze, które po dotarciu na izbę znacznie się wyciszyły, znów zaczęły przybierać na sile i nadchodzić częściej.

Po jakimś czasie byłam zmuszona opuścić przyjemną wodę.

Poród wymagał większej aktywności. Przed główką dziecka utworzył się bąbel z błon płodowych i skurcze, choć mocne i częste, nie dawały żadnego efektu. Rozwarcie zatrzymało się na 2 cm, mimo że poród wyraźnie przybierał na intensywności. To był niezwykle wymagający etap. Musiałam się bardzo zaktywizować, skakałam na piłce, chodziłam i tańczyłam po całej sali, starając się sprawić, by błony pękły. Trwało to długo, nie miałam już siły na taniec i odpoczywałam na worku sako, śpiąc między dwuminutowymi skurczami. J. i A. też odpoczywali, ale podrywali się na każdy mój skurcz aby służyć mi swoją siłą, głosem, oddechem, byli ze mną w każdym skurczu. Cierpliwi i spokojni, wciąż obecni a ja czułam się w absolutnym centrum tego wydarzenia. Położna dużo z nami była, wspierała i doradzała. Trwało to chyba ze cztery godziny. W końcu wody odeszły.
Poczułam olbrzymią ulgę. Miałam wrażenie, że skurcze się zatrzymały i  może faktycznie tak było. Czułam jak wody płyną a ciało odpoczywa. Położna pozwoliła mi teraz wejść do wanny a ja, szczęśliwa i spokojna, odpoczywałam, czując jak wody płyną.

Po okresie odpoczynku akcja się rozkręciła.

Okazało się, że długie skurcze dały efekt, choć wcześniej niewidzialny, z 2 cm od razu zrobiło się 5, 6, 8 cm. J. zawiesiła dla mnie rebozo na drabinkach. Kołysałam się na piłce, zawieszając na chuście, gdy nadchodził skurcz. Jakoś wtedy, chociaż nie pamiętam dokładnie w którym momencie, przyszło do mnie mnóstwo myśli i wspomnień. Zaczęłam o tym wszystkim mówić. I to był cudowny moment, w którym położna i A. wycofali się, chociaż wciąż byli blisko, a ja czułam, jakby była ze mną tylko J., moja doula. Rozmawiała ze mną i słuchała, była bardzo intensywnie w tym  momencie. Słyszałam tylko jej głos, czułam spokój i siłę. I czułam, jak te odczucia wstępują we mnie. Moje ciało nabrało niezwykłych sił a po chwili rozpoczęły się skurcze parte.
Stałam przy drabinkach, a gdy nadchodził skurcz, zawieszona na chuście, kucałam nisko przy ziemi. To było cudowne, oczywiste i mocne. Po jakimś czasie przyjęłam inną pozycję, byłam nisko na ziemi a położna powiedziała, że czuć włoski dziecka. I w tym  momencie nastąpiła zmiana położnych ;). Przyszła nowa położna, z nową energią. Po jakimś czasie pojawiła się druga. Trwało to długo, ponad półtorej godziny, niecałe dwie.

W końcu, chwilę przed godziną 8 rano w piątek, urodziłam główkę, a dziecko miało otwarte oczy, ciekawe świata. Pamiętam to dobrze, położna powiedziała, że nie jest to częsta sytuacja. Chwilę jeszcze czekałam, aż w końcu poczułam najcudowniejsze w świecie odczucie wyślizgującego się niczym rybka małego ciałka, które po prostu, powoli wysuwało się ze mnie – i natychmiast zostało położone na moim brzuchu.
Moja córeczka była bardzo czujna, wszystko obserwowała i była taka spokojna. Starała się zobaczyć jak najwięcej. Potem długo, długo leżałyśmy razem i karmiłam ją mlekiem.

Jestem wdzięczna za ten poród, za tych którzy mnie w nim wspierali i za poczucie niezwykłej jedności ze światem przy jednoczesnym byciu w jego absolutnym centrum. Oby dane mi było jeszcze tego doświadczyć.

Ania

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ewa Cetera logo

Odwiedź mnie na:

Ewa Cetera ikona

Odwiedź mnie na:

Copyright by Ewa Cetera. Wszelkie prawa zastrzeżone.