ChustowanieNiemowlęO mnieRodziceOd pierwszej kieszonki do doradcy noszenia

https://ewacetera.pl/wp-content/uploads/2017/05/MG_9772.jpg

Jak to się zaczęło?

Chcę podzielić się z Wami tym, że w ostatnią niedzielę nabyłam nowe kompetencje. W pewnym sensie są to stare kompetencje, teraz jednak poparte techniką i warsztatem. A o co chodzi? Zostałam doradcą noszenia ClauWi® czyli instruktorem wiązań chustowych i konsultantem rozwiązań, najbardziej odpowiadającym potrzebom rodziców i dzieci, związanych z noszeniem dzieci w chustach lub nosidłach.   

Pomysł chodził mi po głowie od czterech lat, jednak dopiero jakiś czas temu, kiedy zostałam doulą, zaczął się krystalizować. Spotykając się jako doula z przyszłymi mamami, chciałabym propagować idee rodzicielstwo bliskości, które osobiście są mi bardzo bliskie, a także wspierać w poszukiwaniach takiej formy bliskości z dzieckiem, która będzie odpowiednia i dla rodziców i dla dzieci. Jedną z nich jest właśnie chustowanie.  

O zaletach w takiej formy bliskości napiszę jeszcze nie raz a dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami swoją historią chustonoszenia, bo trwa już ona ponad cztery lata i jeszcze się nie zakończyła :). Liczę, że przedłużę ją pracując jako doradca, pomagając innym w nauce wiązań i wyborze sposobu noszenia.   

Sama pierwszy raz o chustach usłyszałam w 2006 roku od mojej przyjaciółki, która spodziewała się swojego pierwszego dziecka i bardzo lubiła wszelkie nowinki. W tamtym czasie, nawet gdybym chciała, nie miałam już kogo nosić a życie nie zapowiadało żadnych zmian w tym temacie :). Kiedy jednak sześć lat później moje plany osobiste się zmieniły i oczekiwałam narodzin synka, przypomniałam sobie o chuście. Przyjaciółka pożyczyła mi swoją chustę, która zdążyła „wynosić” do tej pory dwoje dzieci. Wtedy jeszcze nie byłam pewna, czy w ogóle zdecyduję się nosić i jakie korzyści miałoby to przynieść. Jednocześnie będąc w ciąży, natrafiłam na tak zwane „chustoforum”, czyli Chusty Info – najstarsze polskie forum chustowe. Jednak to nie idea chustonoszenia mnie tam przyciągnęła, tylko chęć znalezienia informacji o wielorazowych pieluszkach, których zagadnienie wydawało mi się wtedy dużo bardziej skomplikowane niż temat chust :). 

Ja sobie nie poradzę?

Co do samego chustowania to byłam zdania, że chyba poradzę sobie z 5 metrowym kawałkiem materiału, przecież nie może to być aż tak trudne! Omijałam bazarek chustowy szerokim łukiem, bo przecież na co komu więcej niż jedna chusta? Zresztą wówczas kwota 150 zł za chustę wydawała mi się zawrotna i byłam mocno wdzięczna przyjaciółce, że nie musiałem tego robić.

Przygotowując się ponownie do macierzyństwa, postanowiłam zrewidować swoje przekonania na temat macierzyństwa, przyjrzeć się najnowszym nurtom rodzicielstwa. Tak trafiła w moje ręce książka Tracy Hogg „Język niemowląt” i druga, o zupełnie odmiennym podejściu czyli „W głębi continuum” Jean Liedloff. Obie budziły we mnie skrajne emocje, miałam dużo czasu, żeby zastanowić się, który sposób wychowania jest mi bliski. Wciąż nie znałam terminu „rodzicielstwo bliskości” mimo to intuicyjnie czułam, że bliskość z dzieckiem będzie naszym wyborem. I kiedy Joachim pojawił się na świecie, razem z mężem, zaczęliśmy praktykować idee rodzicielstwa bliskości nawet o tym nie wiedząc.

Na pierwszy ogień – kieszonka

Doula Ewa WrocławPierwszą w życiu próbę chustowania podjęłam kiedy Joachim miał 3 tygodnie. Zmotywował mnie do tego katar u mojego synka, z którym nie mogliśmy sobie poradzić. Lekarz zalecił częste noszenie w pionie, od czego szybko zaczęły nas boleć ręce. Mimo tego, że ciągle odczuwałam dolegliwości po porodzie odszukałam na na YouTube jakiś filmik z motania kieszonki i spróbowałam. W pierwszej kieszonce, bardzo nieudolnej zresztą, czułam się na tyle bezpiecznie, że podjęłam się odkurzania z dzieckiem w chuście. Dziś w ogóle nie rozumiem skąd ta chęć do odkurzania we mnie trzy tygodnie po porodzie…

Kiedy katar już minął szybko okazało się że Joachim jest tzw. dzieckiem „nieodkładalnym”. Do tego obficie ulewał i przez to nigdy nie spał dłużej w dzień niż dwadzieścia minut. Kiedy odkryłam, że ulewanie w chuście w ogóle go nie wybudza, zaczęłam wkładać go do chusty na każdą drzemkę, czasem nawet cztery godziny dziennie. W końcu uwolniłam ręce i zyskałam trochę czasu dla siebie. Później szybko odkryłam, że chusta ma swoje ogromne zalety na spacerze, zwłaszcza takim z udziałem miejskiej komunikacji (moja pierwsza przejażdżka autobusem z wózkiem skończyła się tak, że kiedy na chwilę puściłam rączkę wózka, to dokładnie w tym momencie autobus gwałtownie zahamował, a wózek poleciał do przodu razem ze śpiącym Joachimem).

Potrzeba matką wynalazku – plecak prosty czyli jak przeżyć w górach

Kieszonkę dość szybko udało mi się opanować metodą prób i błędów, chociaż wciąż daleko było jej do ideału. Nauczyłam nawet mojego męża tego wiązania, widać już wtedy miałam zadatki na doradcę noszenia ;). Później przyszedł czas na spróbowanie innego wiązania i padło na kangurka, o którym chyba każda mama słyszy, że jest najlepszy dla dziecka. To i ja miałam ambicje zawiązać coś, co będzie lepiej służyć mojemu dziecku. Efekt był mizerny, zwłaszcza że chusta miała 5 metrów i była dość grubym i sztywny kawałkiem materiału. Porzuciłam próby kangurkowe na kilka miesięcy, ale za to zabrałam się zgłębianie tajników plecaka prostego, który kiedyś na szybko pokazała mi koleżanka. I tak, kiedy Joachim miał trzy i pół miesiąca wybraliśmy się w Karkonosze. Tam nastąpiła próba generalna. Dobrze, że, efekt wiązania skrył się pod bluzą, to nie budziliśmy sensacji, ale byliśmy zdeterminowani i mimo to nosiliśmy synka przez cały czas na na plecach. Przeżył!

Czas na „stosik”!

doula Ewa Wrocław
Pierwszy „stosik” z chust

W międzyczasie odważyłam się zajrzeć do wątku „sprzedam chustę”. Jeszcze wtedy o tym nie wiedziałam, jakie będą tego konsekwencje… Pierwszym efektem był zakup cudownego girasola. To było cudowne uczucie, trochę okupione wyrzutami sumienia, bo przecież miałam chustę: kupić pierwszą własną chustę tylko dlatego, że mi się podobała… (i właśnie tę chustę zabrałam w Karkonosze). I się zaczęło… Później było pierwsze indio o apetycznej nazwie Glut, później wełniany Japan Natibaby, później… Nie wiem nawet czy się przyznawać… No dobra, napiszę: przez cztery lata chustonoszenia miałam ponad 100 chust.  Sama nie wiem jak to się stało, bo niektóre chusty spędzały u mnie naprawdę dużo czasu, niektóre nawet rok albo dwa lata. Część jednak krążyła przychodziła i odchodziła, żegnana zazwyczaj pamiątkowym zdjęciem. Nie zawsze dokładnie wiedziałam, ile z nich skrywają chustopółeczki w mojej chustoszafie. Dziś pozostało mi zaledwie trzy egzemplarze, z których jedna zostanie na zawsze, bo patrząc na nią przypływają do mnie wszystkie emocje, które czułam nosząc swoje dzieci.

Przygotowując się do narodzin córki gromadziłam pieczołowicie stosik, kupując kilka chust, w których dobrze nosi się głównie noworodki. Zdążyłam do tej pory opanować kangurka na tyle, że Jana była perfekcyjnie zawiązana już od pierwszych dni życia. Przy kolejnym dziecku odkryłam całkiem nowe zastosowania chusty, choćby takie, że dzięki chuście nadążałam za pędzącym na biegówce dwulatkiem :). W tym czasie przetestowałam wiele nowych wiązań, korzystając z motywacji grupowej na Facebooku.

Jestem doradcą noszenia!

Na przestrzeni tych kilku lat wiele się zmieniło w świecie chustowym. Mało kto pamięta dziś chustoforum, obecnie miłośniczki chust i noszenia dzieci skupiają się w różnych grupach facebookowych. Ma to niebagatelną rolę w promowaniu noszenia. Cztery lata temu we Wrocławiu bardzo rzadko spotykałam na ulicy inne mamy z dziećmi w chustach, teraz jest to częsty widok.  Jednak w mniejszych miejscowościach osoba z dzieckiem w chuście nadal należy do rzadkości. Moje znajome, które noszą w mniejszych miejscowościach wspominają, że zdarza się jeszcze budzić sensację takim widokiem. doula Ewa WrocławCzasami zachęca to innych do zainteresowania się czym jest chustowanie i po co to komu. Podobnie jest z propagowaniem noszenia przez telewizje śniadaniowe: dopiero one przekonały moja mamę, że to, co wcześniej uważała za moje dziwactwo okazało się wartością również dla innych.

Sama nauczyłam wielu moich znajomych, na tyle na ile umiałam przekazać swoją wiedzę. Wiele osób od dawna pytało mnie, dlaczego wciąż nie zrobiłam kurs doradcy, na tamten moment jednak było to tylko hobby. Kiedy jednak córka coraz bardziej zaczęła protestować na widok chusty, bycie doradcą stało się szansą na przedłużenie przygody z chustami :). Teraz wyposażona w nowe umiejętności, liczę, że spotkam wielu rodziców, którym będę mogła pomóc na ich drodze do noszenia swojego dziecka.

Zatem ruszam w świat i już w czerwcu organizuję pierwsze spotkanie chustowe na Krzykach!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ewa Cetera logo

Odwiedź mnie na:

Ewa Cetera ikona

Odwiedź mnie na:

Copyright by Ewa Cetera. Wszelkie prawa zastrzeżone.